Polish (Poland)English (United Kingdom)Deutsch (DE-CH-AT)
Wspomnienia
 
 

Po wojnie

To były niezwykle trudne czasy. Powstawanie służby oznakowania nawigacyjnego na wybrzeżu zachodnim wspomina Pan Marian Sankowski, wieloletni pracownik Urzędu Morskiego w Szczecinie:

"Są to wspomnienia moich osobistych przeżyć podczas pracy zawodowej w charakterze elektro-mechanika, później inspektora, a następnie kierownika oddziału w Bazie Oznakowania Nawigacyjnego w Szczecinie.


W Urzędzie Morskim zostałem zatrudniony w roku 1947 bez żadnych trudności ponieważ w organizującej się grupie technicznej brakowało osób w tym zawodzie. Ja, poza szkołą zawodową, miałem praktykę w elektrowni Kowieńskiej na Litwie. Do Polski przybyłem jako repatriant. Pierwszą moją pracą było zorganizowanie grupy pracowników w/w specjalnościach. Następnie wykonywaliśmy instalacje elektryczne na jednostkach pływających, w większości wydobytych z wody. Jednostki te były zatopione na torze wodnym na odcinku od Inoujścia do wyspy Chełmianek.

Z tego okresu pierwsze holowniki „Władysław” i „Tadeusz”, dostosowane były do robót nawigacyjnych, takich jak wystawianie i zdejmowanie pław. Mniejsze jednostki wykorzystywane były jako pomocnicze. Nasze zadanie polegało na uruchomieniu agregatów prądotwórczych i wymianie instalacji elektrycznej. Praca nasza była dość trudna. Żeby uruchomić jednostki nadające się do eksploatacji, musieliśmy demontować urządzenia z jednostek mocno uszkodzonych, których remont był niemożliwy.

Osoby zatrudnione w grupie technicznej to byli ludzie tak jak i ja z Litwy, Niemiec, Lwowa, oraz marynarze z okrętów polskich, pływających podczas wojny w Anglii. Ta sytuacja dla mnie była bardzo korzystna bo kiedy, w ramach pomocy, zaczęto dostarczać do Polski dźwigi pływające i jednostki desantowe, instrukcje ich obsługi pisane były w języku angielskim. Dzięki kolegom nie sprawiało nam trudności ich tłumaczenie. Ten tabor pływający w dużej mierze pomógł nam do szybkiego rozpoczęcia robót nad uruchomieniem niezbędnych znaków nawigacyjnych (lądowych) na torze wodnym Szczecin-Świnoujście.

Pierwszą czynnością kierownictwa Urzędu było powołanie Stacji Nautycznych i przydzielenia im do dozorowania obiektów oznakowania nawigacyjnego w rejonach: Port-Szczecin, Inoujście, Police, Mańków, Trzebież-Chełminek. Stacja Nautyczna „Port Szczecin” obsługiwała 30 znaków cyplowych na nabrzeżach portowych, 2 nabieżniki (Wyspa Dębina); Stacja nautyczna „Inoujście” - 10 znaków nawigacyjnych, głównie nabieżniki i światła cyplowe na wyspie Kopina; Stacja nautyczna „Police” - 5 znaków nawigacyjnych w tym dwa nabieżniki i światła sektorowe; Stacja nautyczna „Mańków” 7 znaków nawigacyjnych między innymi najwyższy wówczas nabieżnik Mańków, nabieżnik Krepa i światło sektorowe „Żuławy” – stacja odpowiadała za oznakowanie najtrudniejszego na torze wodnym zakrętu Mańków; Stacja nautyczna Chełminek - 9 znaków nawigacyjnych oraz buczki mgłowe, Bramy Torowe na Zalewie Szczecińskim o numerach 2, 3 i 4  oraz oznakowanie w porcie Trzebież.

Na lądowych znakach nawigacyjnych sukcesywnie dokonywano wymiany starych niekompletnych urządzeń świetlnych (lamp) na nowe optyki, oraz zmieniacze żarówek produkcji szwedzkiej firmy „Aga”.
Łączność pomiędzy stacjami nautycznymi odbywała się za pomocą radiotelefonów. Placówki te posiadały 3 osobowe załogi, pełniące służbę 24 godz. na dobę. W pomieszczeniach dyżurek latarników były maszynownie i agregaty prądotwórcze, uruchamiane w czasie przerw w zasilaniu z sieci krajowej.

Po reorganizacji Urzędu Morskiego, Bazy Oznakowania Nawigacyjnego Szczecin i Świnoujście przekazane zostały do Gdańskiego Urzędu Morskiego. W związku z tym szczecińska grupa techniczna przejęła nadzór nad latarniami morskimi od Ustki do Świnoujścia. Latarnia w Świnoujściu dosyć późno została przekazana administracji polskiej przez radziecką Marynarkę Wojenną. Przejęcia w/w latarni dokonałem osobiście. Pierwszym latarnikiem tejże latarni został Karol Wojniusz.

Pragnę również podziękować Panu mgr. inż. Zbigniewowi Ponieckiemu za wielką pomoc moralną i biurową, który wspierał mnie w trudnych okresach pracy. Bardzo serdecznie wspominam ówczesnego Dyrektora Urzędu, Kapitana ż.w. Pana Tadeusza Wysockiego, który w rozmowie ze mną zainteresował się gdzie mieszkam? Kiedy dowiedział się że na sublokatorce u koleżanki żony, przydzielił mi mieszkanie służbowe przy ul. Ludowej, które było w dyspozycji Urzędu Morskiego Mieszkałem w tym domu z ówczesnym Naczelnikiem Taboru Pływającego inż. Pinkasem. do czasu urodzenia mego pierwszego syna. Również często wspominam z sympatią wszystkich współpracowników, dzięki którym wtedy pokonywaliśmy trudności i wywiązywaliśmy się z powierzonych nam zadań.

W okresie od 1947r. Baza Oznakowania Nawigacyjnego w Szczecinie, dysponowała następującymi jednostkami pływającymi:

Holownik Władysław  –  320 KM,Kuter hydrograficzny Stenia – 132 KM,Motorówka Krystyna –  76 KM,Motorówka Teresa –   76 KM,Motorówka Jadzia –   50 KM,Motorówka Lola –   60 KM,Motorówka Wanda –   10 KM,Motorówka Lidka –   10 KM,Motorówka Łucja –   6 KM,Motorówka Halinka –  150  KM,Motorówka Marylka –  132 KM, Motorówka Marta –   10 KM,Motorówka Gienia –   50 KM,Motorówka hydrograf –  225 KM,Motorówka Meluzyna –  20 KM,Motorówka Świtezianka –  20 KM,Motorówka Driada –   20 KM,Motorówka Najada –   20 KM,Motorówka Hydrograf 5 –  150 KM,Motorówka Bożenka –  20 KM,Motorówka Paulinka –  20 KM,Motorówka Hydrograf 6 –  150 KM.

Do w/w jednostek należy również zaliczyć pierwsze lodołamacze: s/s „Posejdon”, s/s „Swarożyc”.
Jednostki te. były zatrudnione do utrzymywania oznakowania nawigacyjnego: wystawiania znaków nawigacyjnych, pław, obsługi grup technicznych, elektrycznych i sondażowych, oraz do kontroli funkcjonowania tych znaków. Kontrole te wykonywane były przez odpowiedzialnych inspektorów.
W 1950r. w Urzędzie Morskim w Szczecinie powołany został Wydział Ratownictwa Okrętowego. Naczelnikiem tegoż Wydziału został pan Zbigniew Bluszcz, były radiooficer na statku „Batory”. Podczas wojny pełnił obowiązki radiooficera na samolotach bombowych. Pierwsza jednostka ratownicza, m/s „Szkwał”, została sprowadzona ze Szwecji i stacjonowała w Świnoujściu. Była w dyspozycji Kapitanatu Portu. Kapitanem tej jednostki był Mieczysław Popiołek a mechanikiem Włodzimierz Deszko.

Do początku lat 70-tych wszystkie jednostki pływające wykorzystywane w hydrografii pochodziły z adaptacji do potrzeb Urzędów Morskich istniejących statków. Pierwszym statkiem hydrograficznym, przeznaczonym w założeniach dla oznakowania i hydrografii była „Galaktyka” . Statek wybudowano w Tczewskiej Stoczni Rzecznej w 1974 roku, wyposażony był w pokład, dostosowany do transportu oraz dźwig do przeładunku dużych pław. Jedynym zakupem „dewizowym” była dobrej klasy echosonda hydrograficzna „Atlas-Echograph”. Nadzór armatorski w czasie jego budowy sprawowali kierownik jednostki Pan Andrzej Lipok, absolwent Wyższej Szkoły Morskiej w Szczecinie i mechanik Stanisław Marszałek.
Jednostka ta do chwili obecnej jest w eksploatacji."

Według relacji Pana Mariana Sankowskiego opracował: Andrzej Lipok

s/s Posejdon

Wcześniejsza nazwa „Bryderen”, holownik – lodołamacz. Zbudowany został w 1884 r. w Szwecji w Malmo Kockums Mech. Werkstadt.
Statek miał pojemność 436 BRT, 149 NRT, długość całkowitą 43,28 m, długość między pionami 40,12 m, szerokość 9,76 m, zanurzenie ok. 4 m.
Holownik posiadał silnik główny - maszynę parową potrójnej ekspansji o mocy 1000 KM (736 kW). Pary dostarczały 2 kotły typu szkockiego o powierzchni grzewczej 284,4 m² i ciśnieniu roboczym 12,5 atmosfery. Kotły zostały zbudowane w 1929 r. w Finlandii w firmie Helsingös Jern.
Maksymalna prędkość jednostki wynosiła11 węzłów (20,4 km/h).

s/s Swarożyc

Holownik ratowniczy – lodołamacz. Został zbudowany w 1948 r. w Amsterdamie w stoczni Amsterdamsche Droogdok Maatschappij N.V.
Pojemność statku wynosiła 509 BRT. Długość całkowita 50,1 m, szerokość 12,2 m, zanurzenie 5 m. Wysokość masztów nad poziom wody 23 m, wys. komina 13,5 m, nadbudówki wraz z anteną radaru 14,5 m,
Statek miał lekko podciętą dziobnicę. Dwa maszty usytuowane były przed i za nadbudówką. Do masztu rufowego zamocowany był 12 m. długości bom ładunkowy. Znacznie krótszy (5 m) bom umocowany był do przedniej ściany nadbudówki. W tylnej części nadbudówki, po obydwóch burtach znajdowały się żurawiki z szalupami ratunkowymi oraz wysokie nawiewniki.
Statek miał czterocylindrowy silnik parowy, podwójnego rozprężania systemu Christiansen – Mayer o mocy 1850 KM (1361 kW), napędzający śrubę stałą.
 Pary dostarczały 2 kotły dwu paleniskowe typu szkockiego o ciągu sztucznym, o powierzchni grzewczej 370 m². Para przegrzana do temperatury 320 st. C, miała ciśnienie robocze 15 atmosfer. Kotły zostały zbudowane w firmie De Schelde Koniklijke Maatschappij.
Statek rozwijał prędkość do 11 w (20,4 km/h), a załoga liczyła 25 osób.
Eksploatowany przez Szczeciński urząd Morski od kwietnia 1948 r., następnie przekazany do Polskiego Ratownictwa Okrętowego w Gdyni.

s/s Władysław.

Holownik zbudowany w 1922 r. w Szczecinie. Jego pierwotna nazwa nie jest mi znana. Inne nazwy tego holownika to: „Orlik” i „Władek”. Podczas wojny został zatopiony w Kołobrzegu. Po wydobyciu z wody, w 1947 r. przeszedł remont w Stoczni Szczecińskiej. Po remoncie zatrudniony był jako holownik portowy. Od 1951 r. pracował w Szczecińskim Oddziale Oznakowania Nawigacyjnego Gdańskiego Urzędu Morskiego.
Pojemność 68 BRT, długość 22,6 m, szerokość 5,4 m, zanurzenie około 2 m.
Silnik główny: dwucylindrowa maszyna parowa podwójnego rozprężania o mocy 320 KM (235 kW).
Holownik rozwijał maksymalna prędkość 9 w (16,7 km/h). Załoga liczyła 8 osób.

s/s Tadeusz, pózniejsza nazwa „Leszek”.

Został zbudowany w 1909 r. Miejsce budowy i pierwotna nazwa, nie są mi znane. Pod polską banderą, holownik posiadał również inne nazwy, a były to: „Leszek” i „Lampart”.
Pojemność 70 BRT, długość między pionami 24 m, szerokość 5 m, zanurzenie ok. 2,7 m.
Silnikiem głównym była 3 cylindrowa maszyna parowa potrójnego rozprężania o mocy 300 KM (220,1 kW).
Holownik uzyskiwał prędkość do 9 w (16,7 km/h). Załoga liczyła 5 osób.
W roku 1950 został przekazany ze Szczecińskiego Urzędu Morskiego do Zarządu Portu Szczecin. W latach 1959 -1960 przeszedł gruntowną przebudowę, po której otrzymał nazwę „Leszek”

Powyższe dane techniczne przedstawione zostały na podstawie następujących publikacji:
1 Jerzy Miciński, Stefan Kalicki – „Pod polską banderą”. Rozdział 4 „Statki pomocnicze i specjalne”. Wydawnictwo Morskie 1962.
2. Ziemowit Sokołowski – „Współczesne rynki frachtowe” Część III „Wybrane aspekty nawigacji w lodach, ze szczególnym uwzględnieniem portów w Szczecinie i Świnoujściu”. Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Szczecińskiego 2006 r.

opracował: Ziemowit Sokołowski
 

Wspomnienia

Na przestrzeni  lat następowało wiele zmian i miały miejsce wydarzenia - czasem ważne, czasem mało istotne. Dzielą  je tygodnie, miesiace, lata, dekady.....

Nie mamy ambicji zebrania wszystkich wydarzeń w jednym miejscu. Pamieć ludzka jest zawodna, nie wszyscy chcą mówić, wiele spraw straciło na ostrości, do wielu nabraliśmy dystansu.

Serdecznie zapraszam wszystkich do dzielenia sie wspomnieniami. Na początek te stosunkowo świeże i te najbardziej odległe.

Jeśli ktoś jest w stanie zweryfikować fakty, pamięta wydarzenie z innej strony lub może i chce wnieść  coś nowego - bardzo proszę o teksty, zdjęcia, uwagi.

Autor: Andrzej Lipok

 

150 lat Latarni Morskiej Świnoujscie

Jeszcze nie przebrzmiało echo stulecia Stilo, a tu już mamy kolejną jubilatkę! Szacowna dama ze Świnoujścia liczy sobie 150 wiosen, a raczej zim, gdyż pierwszy raz rozbłysła światłem 1 grudnia. Wiadomo, że zimowa pora, choć urokliwa w swej białej szacie, nie nastraja do tłumnych odwiedzin i świętowania na świeżym powietrzu, stąd pomysł organizatorów, aby urodzinową fetę przenieść na dzień 19 sierpnia, nomen omen Światowego Dnia Latarń Morskich.

I był to strzał w dziesiątkę. Pogoda dopisała, a wręcz zaskoczyła swoim letnim obliczem i tłumnie zgromadziła urodzinowych gości.Tradycyjnie, obchody miały swoją część oficjalną z udziałem szacownych gości, okolicznościowymi przemowami, odsłonięciem pamiątkowej tablicy i masztu z drogowskazami, a wszystko to w oprawie warty honorowej Marynarki Wojennej. Był krótki rys historyczny , życzenia dla jubilatki ,zwiedzanie sal „Ekspozycji Morskiej” i niepowtarzalna wspinaczka po 308 stopniach na najwyższą w Polsce galerię.

Heroiczną walkę z zakwasami w mięśniach, świszczącym krótkim oddechem i potem zalewającym oczy ( pół żartem, pół serio), rekompensuje niepowtarzalna panorama, której nie da się opisać słowami - przeżyj to sam! Wątpiącym, w swoje możliwości wspinaczkowe, na zachętę powiem, że dokonała tego 92-letnia babcia mojej znajomej, a nie ma dowodu na to, że była najstarszą zwiedzającą, w historii latarni, turystką.

Druga część, ta nieoficjalna miała charakter pikniku i bardziej zapadła mi w pamięć. Był to czas serdecznych spotkań ze „starymi„ znajomymi, członkami Stowarzyszenia Miłośników Latarń Morskich, latarnikami, poznanymi w trakcie naszych wielokrotnych podróży szlakiem Polskiego Wybrzeża. Przy wspólnej biesiadzie, spowitej szantami, gawędami morskimi, przy wtórze salw z dział Fortu Gerharda, rodziły się nowe znajomości i przyjaźnie.

Jedną z wielu atrakcji była możliwość zwiedzenia okrętu wojennego ORP SARBSKO, gdzie wszyscy panowie stawali się małymi chłopcami i na równi ze swoimi dziećmi zaglądali w każdy zakamarek łodzi, a największy błysk w oku zobaczyłam jak zasiadali w maleńkiej kapsule stanowiska działa okrętowego - gdyby tylko dać im amunicję….Natomiast panie i dziewczęta „bałamuciły” nieziemsko przystojnych marynarzy, nieco nieśmiałych i przejętych swą niecodzienną rolą. Szkoda, że nikt nie wpadł na pomysł, a taka możliwość istniała, żeby zorganizować mały rejs okrętem. Taki wypad na redę byłby nie lada atrakcją, a sądzę ,że władze MW podjęły by takie wyzwanie.

Żeby nie być posądzoną o niewdzięczność muszę wyrazić słowa podziękowania dla organizatorów, bo uważam ,że każde działanie tego typu zasługuje na uznanie. Od tej uroczystości minęły właśnie dwa miesiące. Pozostały mi ciepłe wspomnienia, mnóstwo zdjęć, kontakty (chwilowo mailowe), kilka pamiątek z okolicznościowym medalem na czele i refleksją, która mnie dopadła wieczorem tego samego dnia na plaży w Międzyzdrojach. Stojąc na molo po zachodzie słońca, patrząc na migające światło latarni, pomyślałam, że gdyby los był dla mnie łaskawy i za 50 lat dał szansę uczestniczenia w obchodach 200-lecia latarni, wtedy to ja byłabym 92-letnią staruszką wspinającą się na szczyt latarni.

Październik 2007

Autor tekstu i zdjęć: Iwona Dominiczak